Post zostaje zadedykowany Delfinicy.
Już ty wiesz o kogo chodzi, jubilatko ; )
Życzę miłego czytania~
__________________________________________________
Mam pomysł. Chyba. Chyba go mam.
Już ty wiesz o kogo chodzi, jubilatko ; )
Życzę miłego czytania~
__________________________________________________
Mam pomysł. Chyba. Chyba go mam.
No chyba. Bo mam wrażenie, że właśnie mi
częściowo uleciał, i jednak żadne nowe słowo nie zostało wystukane na
klawiaturze. Kompletna klapa.
Tak
szczerze to... Zaczynam wątpić w moją umiejętność pisania. Staram się jak mogę,
ale zawsze będę czuł, że jakieś słowo mi umknęło, że coś jest opisane nie
dokładnie tak, jak tego chciałem.
Zawsze coś będzie nie tak.
Pochylam się nad biurkiem, zaciskając palce na
przydługich włosach. Tylko do tego się nadawały te fioletowe kłaki. Przede mną
stoi laptop, błyskający zwodniczym światłem, pochodzącym z otwartego okienka
z wydzierającym się zespołem. Inaczej się nie da nazwać tej ich sztuki. Oczywiście
obok są otworzone linki do blogów. Codziennie je przeglądam jakby w
oczekiwaniu, że moja gorliwość sprawi, że te anonimowe osoby wstawią kolejnego
posta.
Wymagam tego od nich, a sam nie potrafię się
zdobyć na napisanie czegoś porządnego w wyznaczonym przeze mnie terminie. Każdy
by powiedział, że dwa tygodnie, które były ostatecznym terminem, wystarczą by
naskrobać coś nadającego się do czytania. Ale nie… Ja często miałem przerwy
nawet 5 miesięczne. No chyba, że ktoś dość mocno mnie przycisnął i … Tym
sposobem zmotywował do pisania.
Muszę
też przyznać, że gdy patrzę na wpisy innych na wspólnych stronach, zakończonych
tym znamiennym blogspot.com
czuję napięcie i radość, splatające się z
uczuciem beznadziei. Powinienem się cieszyć, że coraz lepiej moim znajomym
idzie pisanie, a nie zamęczać się z powodu, iż znowu ląduję na bezweniu i zazdrościć
im choćby tego skrawka talentu, który posiadali. Oczywiście zasadniczo nie mam
problemu z pisaniem.
Gdy
już znajdę motywację by ZACZĄĆ pisać.
A
znajdywanie motywacji wcale takie łatwe nie jest. Czasami nawet ofukanie przez
ludzi nie pomaga. No nie rozumiem dlaczego. Przecież piszę po to by łatwiej
zbierać te wszystkie obrazy z mojej głowy. To, że nie przysparza mi to szalonej
liczby odbiorców na początku nawet mi nie przeszkadzało. A teraz, gdy już
dorobiłem się jakiejś tam liczby wejść na blog i to nawet, gdy nic nie dodaję
nie potrafię dodać na bloga czegokolwiek!
Cholera.
Żeby
to wszystko ogień piekielny pochłonął, wypalił do cna, a podmuch niebiańskiego wiatru
zmiótł z powierzchni ziemi. By nie paskudziły tej bezpłodnej ziemi te żałosne
resztki.
Ghyr
z tym.
Pozbawionym
sił ruchem przyciągam do siebie telefon, oparty dotąd niewinnie o laptopa. Gdy
już obchodzę wszystkie przeszkody, postawione przez martwy przedmiot na mej
drodze i dostaję się do jednego z portali społecznościowych zaczynają się łowy.
Ja:
Podaj mi jedno
słowo
To nawet nie jest prośba. To nawet nie jest poprawnie sformułowane, a raczej zakończone zdanie. No, ale… Niektórzy internauci uważają kropki za coś nerwowego i niemiłego.
Kolejne społeczne
spaczenie.
Wzdycham i rozpieram się wygodnie w
fotelu. Nic nie poradzę na to, że przypadkowa myśl, która wleciała mi do głowy
zaraz z niej wyleciała. Potrzebowałem jakiegoś punktu zaczepienia. A jak lepiej
zwrócić na siebie uwagę, jak nie przez pytanie, wzięte... Z dupy?
Już po chwili telefon zaczął drżeć od nadmiaru nadchodzących
wiadomości. Bez większych emocji przeglądam nadchodzące sms’y. Wszystkie są
wyglądają mniej więcej tak samo. Zawsze na początku pojawia się zwrot:
XXXX:
Jakie słowo?
Jakie słowo?
Pod nim następują skojarzenia. Nie satysfakcjonujące mnie słowa. Całkowicie nieoryginalne. Nic we mnie nie wzbudzające. Ani pomysłu, ani tym bardziej dzikiego skoku weny w me objęcia, bym mógł ze spokojem wtulić się w jej wielkie piersi i pobawić się słowami słodkimi niczym miód i upajającymi niczym alkohol.
Unoszę brew do góry, gdy na ekranie pojawia
się powiadomienie o przyjściu kolejnej wiadomości. Do n i e g o też
napisałem? Aż niemożliwe...
Bękart(18:30):
Jakie słowo?
Bękart(18:32):
Wiem,smultronstället.
Nastąpił prawdziwy przełom w historii. Odezwał
się do mnie znienawidzony, blond włosy bachor, którego przeklinam od momentu, w
którym pojawił się w moim życiu.
Jakże jest to wielce… Zabawne. Osoba, którą
najbardziej gardzę, zdobyła się na odpowiedź. I to najbardziej kreatywną
odpowiedź. Ciekawe dlaczego...
Moje usta wygięły się ku górze w złowieszczym
uśmiechu.
Ja(18:33):
Dlaczego od razu miejsce poziomkowe?
Nie żebym naprawdę był tego ciekaw. Tylko jak
inaczej mam wytłumaczyć fakt, iż innym osobą nie odpowiedziałem?
Bękart(18:35):
Bo to takie ulubione
miejsce for ever ^^
I tyle? Naprawdę? Aż się roześmiałem.
Zabrzmiało to tak… Niewinnie. A przecież sama geneza powstania tego dzieciaka
nie była niewinna. Powinien być zaraz po urodzeniu utopiony w beczce
deszczówki. Ale to się nie stało.
Może to właśnie ze względu na jego charakter
tak go nienawidziłem?
Ja(18:39):
Takie, jak dywan pod stołem w salonie moich
rodziców?
Odkąd dowiedziałem się, że wcale nie
jest dziewczynką nie mogłem nie być dla niego wredny. Oparłem najpierw jedną
nogę na stole, a po chwili zamyślenia także drugą. Podniosłem do ust pióro i
zacząłem stukać, jego nie brudzącym wszystkiego atramentem, końcem o dolną
wargę. Nie zwracałem uwagi na fakt, iż dookoła walały się skrawki papierów z
zapisanymi na prędce wyrazami i odnośnikami, potrzebnymi mi na kilka chwil.
Czekałem na odpowiedź.
Ale ta odpowiedź nie
nadeszła.
Ja (19:00):
Halo, gdzie uciekłeś?
No i gdzie on był, do cholery?! Przecież kazałem mu nosić telefon przy dupie. Inna sprawa, że to ja mu ten telefon kupiłem, ale szlak by to. Matoł jeden pewnie się mnie wystraszył i teraz udawał, że go nie ma, a jego komórka wcale nie wyśpiewywała melodii z Króla Lwa! Jebany dzieciak, do cholery jasnej, jak ja go znajdę to...
I znowu z taką łatwością się wściekam.
Raz... Dwa... Trzy... Cztery... Zacząłem powoli odliczać, starając się nie zniszczyć kolejnego mebla w moim pokoju. Znowu musiałbym wymyślać jakieś niestworzone historie by się usprawiedliwić.
Bo słuchaj, mamuś, kaktus tam wyrósł i nieświadomie, waląc łbem o blat w niego trafiłem i w ślepej furii musiałem zniszczyć nieznanego mi przeciwnika! A na twarzy nie mam kolców, bo to obrazek był, no.
Ja (19:05):
Czyżbyś poległ przy myśleniu?
Wystukałem kolejną wiadomość, licząc na to, że dotrze do niego fakt, że omal nie doprowadził mnie do czerwonej gorączki. Jak ja go nienawidzę!
Ja (19:08): Taka
No to smutek.
Skrawki spokoju odrywały się i ulatywały na wietrze, pożerane przez ognistą pożogę. Najpierw mi odpowiadasz, a później zaczynasz milczeć?! Spiorę cię, Aniołku, spiorę cię tak, że zapamiętasz do końca życia, że mnie się odpowiada! Zapamiętasz.
Ja(19:15):
Tylko nie
zapomnij o wdechach i o tym, żeby nie mieć głowy pod wodą. Za ignorowanie mnie
wcale nie będziesz miał lekko podczas następnej wizyty, czopku.
Dlaczego przy nim tak trudno było mi być opanowanym?
On to doskonale wiedział jak wybudzać z ludzi przeróżne emocje.
Może za tą jedną cechę bym go polubił…., gdybym był inną osobą. Niestety ja
przez to tylko jeszcze bardziej go nie tolerowałem.
Mimo, że był
nieszkodliwym dzieckiem. Nigdy też nic mi takiego nie zrobił. W sumie to także
nie jego wina, że był, kim był, ale stało się. A co się stało, to się nie
odstanie.
Pokręciłem głową by
przestać myśleć akurat o jego osobie.
Zdesperowany, na skraju wybuchu, zacząłem przetrząsać kontakty. Ktoś do rozmowy... Ktoś do rozmowy, kto będzie wstanie ostudzić moje emocje... Ktoś ani nudny, ani irytujący, a zabawny, kurtuazyjny i potrafiący sypać ś m i e s z n y m i żartami, dobrze dobranymi do sytuacji. Czemu o takie osoby tak cholernie trudno?!
W końcu się zdecydowałem.
Zacząłem iście gorącą i intrygującą konwersację z jedną z trzech panien, które poznałem całkiem przypadkowo na
jednym z portali (Aczkolwiek tą, do której napisałem, zdołałem poznać osobiście).
Kiedyś te pozostałe dwie spotkam,
uwiodę i zerwę te znajomości, by zdobyć kolejne. Choć... Hm... Może nie powinienem tak postępować z tymi Japonkami? Gdybym się tu nie przeprowadził, nie miałbym takiej trudności ze znalezieniem sobie grona osób, w których towarzystwie się dobrze czułem. A tak? Musiałem zdobywać wszystkie kontakty od nowa. Wszystkie znajomości budować od zera.
To frustrujące.
Jak dobrze, że miałem tu choć jednego znajomego, z którym chodziłem do szkoły średniej w moim rodzimym kraju... Choć jeden...( Czyli aż tak od zera tych kontaktów zdobywać nie musiałem, ale ćśś. Do niego też trudno się było zbliżyć).
A wracając do tych panien...
Bogatemu paniczykowi
nikt nic nie zabroni, prawda? Chyba, że panoszy się po nieswoim kraju...
Całkowicie zagubiłem
się w teoretycznie bezwartościowej konwersacji z niejaką Eiji Sessue, tracąc kolejne cenne godziny z życia. Może i
mi coś ubywało przez te iście zajmujące rozmowy, ale moje otoczenie
przyjmowało to ze spokojem. Jakoś ten mój czerwono-beżowo-brązowy pokój nie protestował głośno na jakiekolwiek ekscesy.
Kto by pomyślał. Dom w Japonii, konstrukcja tradycyjna, a wystrój europejski, nowoczesny. Przynajmniej rodzice starali się mi w jakikolwiek sposób wynagrodzić fakt, że nie żyję w świecie, do którego kultury jestem przyzwyczajony - Nie wychodziło im to.
Dzięki bogom nie musiałem spać na futonie! Ani klęczeć na nie wiadomo czym przy małym stoliku! Tego to bym nie wytrzymał. Jeszcze jakoś japońską kuchnię przetrwam, ale te ich wszystkie kimona, sprzęty domowe, jakieś głupie ceremonie parzenia herbaty? Oczywiście, że nie. I niby czym się ci wszyscy ludzie tu zachwycali? Kwitnącą wiśnią, do cholery?!
Z mojego jakże fascynującego świata wyobraźni wyrwał mnie wibrujący telefon i napis:
"POŁĄCZENIE PRZYCHODZĄCE
Hiyori Shirahime"
Hiyori? Czego on mógł ode mnie chcieć o tej godzinie?
Zgadnąć, nie zgadnę, więc pozostało mi tylko jedno...
Przewróciłem oczami i odepchnąłem się nogami od biurka, przy którym ciągle siedziałem. Przejechałem na obrotowym krześle niemal na środek pokoju i dopiero wtedy nacisnąłem zieloną słuchawkę na ekranie.
-Tak?
- Kazałeś mi czekać aż 5 sygnałów, Rill? Do końca cię popieprzyło?- Głos chłopaka był rozbawiony. On był zdolny słodzić ludziom samymi przekleństwami. Ale wydawało mi się, że zwyczajnie chce się trochę podroczyć zanim przejdzie do sedna sprawy.
- O co chodzi?
__________________________________________________

No, znowu na zakończenie posta Rill'a wam wstawiam. Tym razem w wersji realistycznej.
Mam nadzieję, że komuś się spodobało.
Uwagi proszę zostawiać w komentarzach
Admin.
Kto by pomyślał. Dom w Japonii, konstrukcja tradycyjna, a wystrój europejski, nowoczesny. Przynajmniej rodzice starali się mi w jakikolwiek sposób wynagrodzić fakt, że nie żyję w świecie, do którego kultury jestem przyzwyczajony - Nie wychodziło im to.
Dzięki bogom nie musiałem spać na futonie! Ani klęczeć na nie wiadomo czym przy małym stoliku! Tego to bym nie wytrzymał. Jeszcze jakoś japońską kuchnię przetrwam, ale te ich wszystkie kimona, sprzęty domowe, jakieś głupie ceremonie parzenia herbaty? Oczywiście, że nie. I niby czym się ci wszyscy ludzie tu zachwycali? Kwitnącą wiśnią, do cholery?!
Z mojego jakże fascynującego świata wyobraźni wyrwał mnie wibrujący telefon i napis:
"POŁĄCZENIE PRZYCHODZĄCE
Hiyori Shirahime"
Hiyori? Czego on mógł ode mnie chcieć o tej godzinie?
Zgadnąć, nie zgadnę, więc pozostało mi tylko jedno...
Przewróciłem oczami i odepchnąłem się nogami od biurka, przy którym ciągle siedziałem. Przejechałem na obrotowym krześle niemal na środek pokoju i dopiero wtedy nacisnąłem zieloną słuchawkę na ekranie.
-Tak?
- Kazałeś mi czekać aż 5 sygnałów, Rill? Do końca cię popieprzyło?- Głos chłopaka był rozbawiony. On był zdolny słodzić ludziom samymi przekleństwami. Ale wydawało mi się, że zwyczajnie chce się trochę podroczyć zanim przejdzie do sedna sprawy.
- O co chodzi?
__________________________________________________

No, znowu na zakończenie posta Rill'a wam wstawiam. Tym razem w wersji realistycznej.
Mam nadzieję, że komuś się spodobało.
Uwagi proszę zostawiać w komentarzach
Admin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz